Wywiad z Jaroslavem Hutką

Moja droga do opozycji zaczęła się dość specyficznie. Mieliśmy z rodzicami sklep z meblami. W 1952 roku zostaliśmy jego pozbawieni. POZBAWIONO Już od wtedy TEGO MOMENTU ZDARZENIA wiedziałem, jako pięciolatek, że z tym systemem trzeba walczyć. Mieszkaliśmy wtedy w Ołomuńcu, a wysiedlili nas do Bouzov(?) . Przez dwa lata mieszkaliśmy na posterunku policji. Tak więc już wtedy zaczyna się moja droga, którą dalej szedłem - już we wczesnym dzieciństwie. W 1962 roku poszedłem do szkoły w Pradze, miałem 15 lat. Tam wpadłem w kłopoty, ponieważ założyłem czasopismo, w którym napisałem na temat poety Neumana . Zostałem w szkole, ale tylko warunkowo. To była kara. Natomiast byłem cały czas aktywny i nawet wygrałem wybory w szkole. To był już 1966 rok, była lepsza atmosfera. W tym samym roku zacząłem pisać pierwsze piosenki, a w 1967 występować. Wtedy panowała względna wolność, nikt nie przeszkadzał w koncertowaniu. Natomiast byłem jakby przeciw społeczeństwu - teksty pieśni były zbuntowane. W tamtym okresie myślałem, że będę jeszcze tylko 2-3 lata występować, ponieważ chciałem zostać malarzem. W 1968 roku, po interwencji dla mojej generacji świat się zawalił. Od rozpoczęcia okupacji jeszcze jakieś pół roku żyło się normalnie, było się wolnym. Komuniści musieli mieć czas dla zdławienia wolności. W tym okresie była wielka wiara w wygraną. Miałem wtedy wielkie koncerty. Stałem się znany. Wszystko zmieniło się po nastaniu Husaka w połowie 1969 roku. Od roku 1970 już nie można było występować swobodnie, jeśli oficjalne władze nie zaakceptowały tego. Zniszczono wszystkie legalne organizacje, jakie nie były podporządkowane władzom. Ludzie zaczęli popadać w marazm. Część działaczy emigrowała, lub zaczęto ich zamykać do więzienia. Zaczął się bardzo trudny okres. Straciliśmy , jako pieśniarze, publiczność. W roku 1971 zaczęliśmy myśleć jak wyjść z tej ciężkiej sytuacji i z grupą kolegów- artystów założyliśmy grupę artystyczną, którą nazwaliśmy "Šafrán". Od roku 1973 zaczęliśmy się dobrze rozwijać. W tym samym czasie działały różne grupy ludzi, którzy pomagali nam organizować koncerty. Odbywały się one w miejscach takich jak kluby studenckie i małe teatry. Było raczej mało ludzi, choć na niektórych było i 300-400 ludzi. StB w to nie ingerowało aż do 1975 roku. W tym okresie jeszcze Władza likwidowała opór wśród swoich byłych członków. To były dla nich daleko ważniejsze sprawy niż my, którzy byliśmy na dodatek bardzo młodzi. W 1975 roku poznałem pierwszych dysydentów. Poznałem wtedy Klimę, Kohouta, Havla. Ciekawe, że oni byli przeświadczeni, że my działamy legalnie. Wtedy StB zaczęła się skupiać zarówno na dysydentach jak i na nas. My byliśmy wtedy w wieku 25-26 lat. Do tamtego czasu nie miałem kontaktów z StB. Słyszeliśmy o problemach z Narodnim Vyborem, czy też o problemach lokalnych działaczy. Mieliśmy swoje z nimi problemy, ale nie jeszcze z StB. To byli raczej stalinowcy, którzy przejmowali władzę urzędniczą. W 1975 roku po koncercie w Hradec Kralove, prowadzono przeciw mnie śledztwo. Nic o tym wtedy nie wiedziałem. Umorzono to na mocy jakiejś amnestii. Chyba jak Husak został prezydentem. Trochę później, w Pradze byłem wzywany na przesłuchania. Byłem już nieco znany, wyszły moje "moravske ballady". Chcieli bym coś dla nich robił. Potem była Karta 77. Zamknęli Havla. Ja wtedy napisałem piosenkę o nim. Wtedy zatrzymano mnie na trzy dni. Piosenka ta, jak wiele innych była nagrana na magnetofony podczas mojego koncertu. Ludzie przegrywali sobie te piosenki jeden od drugiego. Nasza grupa "Šafrán" była powiązywana z Plasticami. Podpisałem Kartę na samym początku.
W 1978 roku rozpoczęto śledztwo karne przeciwko mnie. Wtedy miałem do wyboru emigrację lub wiezienie. Emigrowałem jesienią 1978r. do Holandii. Na emigracji zderzenie z rzeczywistością było nieco brutalne. Od razu popadłem w konflikt z działaczami emigracyjnymi. Nie sadziłem, że będą chcieli mnie cenzurować. Miałem pisać felietony, ale tylko złe o wschodzie. Nic złego o zachodzie. Ja chciałem pisać prawdę, a nie propagandę. Tak więc zakończyłem współpracę. Nieco dobrego zaczęło się dziać, kiedy napłynęła nowa fala emigracji.
Kiedy w Polsce powstała Solidarność, miałem okazję obserwować reakcję zwykłych Anglików. Byli przeświadczeni, ze to nic dobrego, ponieważ Polacy to katolicy. Dopiero potem zaczęła zmieniać się ich świadomość. Czesi nie wszyscy co prawda, ale od razu popierali Solidarność.
W życiu kulturalnym Czechów na emigracji panowała wielka mizeria. Aż do roku 1985 nie dało się organizować koncertów. Dlatego w tym okresie występowałem w Holandii. Pisałem dla tej publiczności piosenki- po holendersku. Miałem sytuację dużo lepszą od Karela Kryla, który bardzo się bał stracić pracę w Wolnej Europie. W samym Monachium był trochę izolowany.
Po rozwodzie, w 1988 roku poznałem nowa dziewczynę, była nią Czeszka. Tak więc zamieszkałem w Koloni nad Renem. Tam otrzymałem to zaproszenie do Wrocławia. Nie pamietam kto konkretnie mnie tam zaprosił. Myślę, ze byli to ludzie związani z Tigidem. Nie było to dla mnie coś nowego, ponieważ organizowaliśmy już wcześniej dwa koncerty w Budapeszcie. Jeden jesienią 1988, a drugi w czerwcu 1989. ten z jesieni 1988 zgromadził kilku pieśniarzy czeskich np. Janoušek. Do Wrocławia pojechałem razem z Třesniakiem. To było dziwne uczucie - jechać do Polski przez wschodnie Niemcy. Třesniak w trakcie naszej podróży prowokował Niemców pytając "Macie jeszcze u was komunizm czy już nie?". Oni odpowiadali " Nas polityka nie interesuje". Nie zamknęli nas tylko dlatego, że ja miałem paszport holenderski, a Třesniak szwedzki. Żaden z budapeszteńskich koncertów nie był robiony tak oficjalnie jak wrocławski. Ten był bardzo dobrze nagłośniony. Moje zdziwienie było duże, ponieważ myślałem, ze przyjedzie z Czechosłowacji 500-800 ludzi. Na miejscu widziałem tłumy ludzi. W imprezie były zaangażowane rożne środowiska: teatr, uniwersytet. Organizowano spanie dla gości z Czechosłowacji - to było kilka tysięcy ludzi. Przed teatrem stało z pięćdziesięciu Polaków i krzyczeli: "Kto z Czechów nie ma jeszcze gdzie spać?!". Ja nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. W trakcie festiwalu nie wierzyłem, że Czechosłowacja niedługo się uwolni. Nie sądziłem, że to nastąpi tak szybko. Nawet wtedy, kiedy na scenie grałem pieśń na wieść o demonstracjach w NRD. Nie wierzyłem. Szkoda, że wydarzenia Aksamitnej rewolucji, która wybuchła 2 tygodnie po festiwalu wrocławskim przyćmiły jego znaczenie. Ten festiwal był potrzebny Czechom. Nie da się zmierzyć wpływu różnych inicjatyw na wypadki jakie wkrótce wydarzyły się w Czechosłowacji. Było to wkomponowane w wydarzenia w całej wschodniej Europie.
Po festiwalu pojechałem sam do Koloni, Třesniak natomiast jeszcze został. Po dwóch tygodniach, kiedy zaczęła się rewolucja, natychmiast chciałem pojechać do Czechosłowacji. Udało mi się to dopiero na 25 listopada. Nie chciano mnie wpuścić do kraju. Cztery godziny byłem trzymany na lotnisku. Wtedy odbywała się w Pradze największa demonstracja. Zaśpiewałem na niej. Była tam bardzo napięta sytuacja. Obawiano się, że wojsko rozpocznie strzelać do demonstrantów. Ludzie znali moją pień o wolności. Kiedy zaśpiewaliśmy ją napięcie opadło. Havel potem mówił, że ocaliłem rewolucję, oczywiście żartem. Jak się rozśpiewałem, nastąpił taki spokój, że nie można było strzelać - tak powiedział. Ale to wizja pisarza.

Grzegorz Majewski, Wroclaw, 7 listopada 2004r